Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

środa, 23 stycznia 2019

[PRZECZYTAJ FRAGMENT] „Nie pozwól mi umrzeć” Krzysztof Koziołek

Źródło: pixabay

28. listopada nakładem Wydawnictwa Manufaktura Tekstów, ukazała się powieść Krzysztofa Koziołka Nie pozwól mi umrzeć, którą blog Nowe Horyzonty objął patronatem medialnym.

Moją opinię o książce znajdziecie tutaj: [RECENZJA]. Dzisiaj natomiast wspólnie z autorem przygotowaliśmy dla Was krótki fragment książki, który, mam nadzieję, zachęci Was do lektury.




Strona internetowa:
Fanpage:





Fragment powieści:
*
Po godzinie przekładania się z boku na bok, liczenia owiec, baranów i wykorzystaniu kilku innych babcinych sposobów na zaśnięcie dała wreszcie za wygraną.
Wstała z łóżka, wzuła buty, zarzuciła na siebie sweter i wyszła na korytarz. Pierwsze kroki sprawiły jej duży ból, ale z czasem, kiedy już się nieco rozruszała, był do zniesienia.
Minęła półprzymknięte drzwi dyżurki pielęgniarskiej, zza którego dobiegał głos nieprzyjemnej siostry. Przeszła przez cały oddział, zatrzymując się przy każdej kolejnej sali i sprawdzając nazwiska pacjentów oraz lekarzy prowadzących. Wyszła na klatkę schodową, wsiadła do windy, kierując się na parter. Jeśli dobrze pamiętała, tuż obok szpitalnego oddziału ratunkowego był automat z kanapkami.
Pamięć jej nie myliła. Kupiła dwie bułki z serem i zieleniną, już miała wsiąść z powrotem do windy, kiedy za sobą usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Spojrzała w tym kierunku, zobaczyła mężczyznę w samej koszulce niosącego na rękach zapłakanego chłopczyka, na oko dwulatka, może nieco młodszego. Za nimi, również niekompletnie ubrana, biegła kobieta.
Pomocy! – krzyknęła.
Co się stało? – zainteresował się ochroniarz pilnujący wejścia.
Lekarza! – krzyczała dalej matka.
Tam. – Młodzieniec w mundurze pokazał palcem na tabliczkę wskazującą drogę do oddziału ratunkowego.
Mężczyzna z płaczącym maluchem skierował się tam bez słowa, żona nie odstępowała ich o krok.
Zaraz zbada cię pan doktor i ci pomoże – mówiła czule do dziecka.
W odpowiedzi chłopiec zaczął płakać jeszcze głośniej.
W tym momencie winda krótkim piśnięciem dała znać o gotowości. Dalia Chyba zignorowała sygnał, wiedziona ciekawością ruszyła za rodzicami. Chwilę potem zobaczyła ich stojących przed drzwiami, przed którymi kłębiło się kilka osób.
Siostro! – Kobieta otworzyła drzwi, nie bacząc na protesty dobiegające ze środka. – Czy ktoś mógłby obejrzeć naszego synka?
Trwa badanie, trzeba poczekać. – Dało się słyszeć. – Poza tym tutaj nie wolno wchodzić bez wezwania. Tabliczka z taką informacją wisi na drzwiach.
Czytałam, ale to jest pilna sytuacja. – Matka nie odpuszczała.
Dalia Chyba stała kilka kroków dalej, z uwagą przypatrując się scenie, w duszy zazdroszcząc kobiecie zdecydowania. Dlaczego ona, kiedy była taka potrzeba, nie potrafiła zachować się w taki sposób?
O tym zadecyduje lekarz, jak tylko wróci na oddział. – Na pielęgniarce tłumaczenia nie zrobiły żadnego wrażenia. – Proszę poczekać. I radzę spytać, kto jest ostatni w kolejce...
Ale nam chodzi tylko o to, żeby chociaż ktoś obejrzał synka, czy to nie jest czasem coś poważnego! – Ojciec chłopca przyszedł żonie w sukurs. – Jeśli nie, to poczekamy w kolejce.
Żaden problem.
Co się dzieje? – spytała pielęgniarka.
Od trzech godzin cały czas płacze i pokazuje, że boli go głowa i brzuch – wyliczyła matka.
Ma gorączkę?
Prawie trzydzieści dziewięć stopni.
Dostał coś przeciwgorączkowego?
Oczywiście, ale temperatura spadła tylko minimalnie – wyjaśniła kobieta.
Wczoraj byliśmy na szczepieniu, może to z tego powodu? – dodał ojciec.
To nie ma związku – orzekła pielęgniarka.
Jak to nie ma?! – Dalia Chyba krzyknęła w myślach. Moja Jagoda też dostała wysokiej gorączki kilka godzin po szczepieniu!
W tym momencie chłopiec zaczął wyć.
Zróbcie coś! – Matka płakała razem z dzieckiem.
Gdzie jest ten lekarz, do cholery?! – Mężczyzna próbował tulić synka, ale to nie pomagało. – Jak trzeba jechać do Warszawy, żeby wymuszać podwyżki, to wiecie, co trzeba zrobić! – denerwował się. – A jak dziecko potrzebuje pomocy, to musimy prosić jak jaśnie pana za dawnych czasów!
Z kolejki osób czekających na poradę dobiegło kilka pomruków aprobaty.
Tylko nie tym tonem. – Dopiero teraz pielęgniarka pojawiła się w drzwiach. – Albo się pan uspokoi, albo zostanie pan wyproszony!
Uspokoi? – powiedział głośno. – Dziecko z bólu nie może wytrzymać, pani nam tu mydli oczy jakimiś procedurami, a ja mam być spokojny?! A może kopertę trzeba dać?!
Tego to już za wiele! – Siostra zmarszczyła groźnie brwi.
Janusz, daj spokój... – Kobieta podeszła do męża, wzięła od niego dziecko, które wrzeszczało bez ustanku. – Najpierw niech pomogą Krzysiowi, potem będziesz się z nimi handryczył.
Co się tutaj dzieje? – Lekarz, który pojawił się w głębi korytarza, szedł wolno, z jedną ręką wsuniętą w kieszeń białego fartucha, drugą przytrzymując stetoskop zawieszony na karku.
Hołota się awanturuje – wypaliła pielęgniarka.
Hołota? Co za babsko! – wrzasnął ojciec chłopca. – Panie doktorze, proszę pomóc naszemu synkowi!
Siostro, co się tutaj dzieje? – Lekarz zignorował mężczyznę.
Pan się awanturuje i próbuje wymusić przyjęcia poza kolejką – wyjaśniła pielęgniarka z satysfakcją wymalowaną na twarzy.
Nie chcemy niczego wymusić – mówiła matka dziecka przez łzy. – Prosimy tylko, żeby ktoś obejrzał Krzysia... Ma wysoką gorączkę... Płacze cały czas od kilku godzin...
Wczoraj dostał szczepionkę – wtrącił mężczyzna.
Pan niech się lepiej już nie odzywa – skarcił go medyk. – Ile dziecko ma lat?
Czternaście miesięcy. – Kobieta cały czas tuliła synka. Jakby na przekór wszystkiemu chłopiec nagle się uspokoił.
Widzicie państwo, nie ma co wariować. – Lekarz pogłaskał malucha po główce. – Kto następny w kolejce?
Ja – odezwała się młoda dziewczyna z ręką na prowizorycznie zrobionym temblaku. – Ale niech pan doktor przyjmie najpierw tego chłopczyka, ja poczekam.
My też poczekamy – doleciało z kolejki.
Bardzo państwu dziękujemy. – Ojciec dziecka zrobił krok do przodu, położył rękę na ramieniu żony. – Kochanie, wejdź do środka.
Gdzie pan się pcha? – Lekarz nie krył irytacji.
Ci państwo się zgodzili, żebyśmy weszli bez kolejki... – Zatrzymał się w pół kroku.
A może przepuściłby pan najpierw personel medyczny, co? – rzekł podniesionym
głosem.
Oczywiście, przepraszam. – Wycofał się szybko.
Pielęgniarka wkroczyła do środka, prężąc dumnie pierś, za nią wszedł lekarz, potem matka z dzieckiem i na końcu jego ojciec. Minutę po tym, jak zamknął za sobą drzwi, chłopiec zaczął wyć z bólu. Niedługo później do czekających w kolejce doleciały najpierw podniesione głosy – tym razem osób dorosłych – potem wrzaski, w końcu z sali wybiegła pielęgniarka z twarzą czerwoną jak burak. Chwilę później wróciła.
Po kwadransie w korytarzu pojawiło się dwoje policjantów. Kobieta miała nie więcej jak dwadzieścia pięć lat, jej partner wyglądał na niewiele starszego. Nie pytali nikogo o drogę, szli tak, jakby znali ją doskonale, tak zresztą było.
Proszę odsunąć się od drzwi. – Funkcjonariusz zrobił groźną minę.
Pan mówi do mnie? – Odkąd Dalia Chyba zobaczyła rodziców z dzieckiem przy wejściu, rosło w niej napięcie. – Stoję daleko od drzwi.
Kolega drugi raz nie będzie powtarzał. – Policjantka stanęła w rozkroku.
A kto was w ogóle wzywał? – padło z kolejki.
Proszę państwa... – Funkcjonariuszka złapała się pod boki. – Proszę odejść aż do tamtych drzwi. – Pokazała na wejście do sąsiedniego pomieszczenia.
Ludzie posłusznie wykonali polecenie, kilka osób burknęło tylko coś pod nosem.
Policjanci weszli do środka sali, w której od jakiegoś czasu dobiegał już tylko płacz dziecka.
Zostawcie mnie! – Z wewnątrz dobiegł krzyk ojca. – Precz z łapami!
Boże! Zostawcie mojego męża! – Kobieta też krzyczała. – On nikomu nic nie zrobił!
Dalia Chyba nie wytrzymała, podeszła do drzwi, otworzyła je gwałtownie. Zobaczyła, jak funkcjonariusze mocują się z leżącym na posadzce mężczyzną, próbując założyć mu kajdanki.
Zostawcie mnie, błagam! – Ojciec chłopca wił się jak piskorz, płacząc przy tym jak dziecko. – Chcieliśmy tylko, aby ktoś pomógł naszemu synkowi!
Albo się pan uspokoi, albo użyjemy środków przymusu bezpośredniego. – Funkcjonariuszka jęknęła z wysiłku.
Pani policjantka przyjeżdża na interwencję, a nawet nie wie, co to jest środek przymusu bezpośredniego. – Głos należał do starszego pana z dłonią owiniętą bandażem, na którym widniała zaschnięta plama krwi. – Już ich państwo używacie wobec tego biednego człowieka.
Idź pan stąd. – Funkcjonariusz ciągnął rękę ojca w kierunku pleców, ale marnie mu szło.
Przeszkadzacie państwo w interwencji. To podlega karze...
Przestań pan gadać głupoty – rzekł starszy pan gniewnie. – Ledwie żeś pan odrósł od ziemi, a już ci się wydaje, żeś pan władca świata. Ten człowiek nikomu nic nie zrobił.
Był agresywny wobec pracowników szpitala. – Policjantka cały czas się mocowała. – W związku z tym zostaje zatrzymany do wyjaśnienia...
Ten pan nie był agresywny – wtrąciła Dalia Chyba. – Jeśli ktoś był agresywny, to pielęgniarka, która nie chciała udzielić pomocy.
Niech się pani nie wtrąca! – Siostra zareagowała gwałtownie.
A pani kim jest? – zainteresował się policjant.
Pacjentką.
Z którego oddziału?
A co to pana obchodzi? – odcięła się Dalia Chyba. – Rozmawiamy o mnie czy o tym biednym człowieku, któremu nie chcecie nawet pozwolić zostać przy ciężko chorym dziecku?
Mężczyzna jęknął żałośnie.
Ja to wszystko nagrywam! – Usłyszeli z tyłu.
Dalia Chyba obróciła głowę, zobaczyła dziewczynę z ręką na temblaku. W zdrowej dłoni trzymała smartfon skierowany obiektywem w głąb sali.
Policjantowi udało się wreszcie wywinąć rękę mężczyzny na tyle, że mógł na przegubie zatrzasnąć kajdanki. Widząc to, jego partnerka zdwoiła wysiłki, dzięki czemu dała radę przysunąć drugą kończynę. Kiedy druga obrączka się zacisnęła, pisnęła z zadowolenia.
Idziemy! – warknął funkcjonariusz, po czym razem z towarzyszką podnieśli zatrzymanego do pionu. – Rozejść się!
Nie galopuj pan tak, to nie ten ustrój. – Staruszek cedził wolno słowa. – A może żadna z was policja?
Proszę zrobić przejście! – rzekła groźnie policjantka.
Milicja tak samo biła ludzi. – Starszy pan coraz bardziej się denerwował. – I ZOMO też.
Dwa lata przez takich skurwieli jak wy siedziałem!
Błagam, pozwólcie zostać mi z synkiem. – Ojciec chłopca zaczął płakać. – Już będę spokojny, obiecuję!... Przysięgam!...
Idziemy! – Policjantka pchnęła go w kierunku staruszka.
Ten, nie mając wyjścia, uskoczył w bok.
Proszę pani, proszę mnie puścić... Moje dziecko... Mój synek... On tak cierpi... – lamentował mężczyzna.
Jakby na dowód tych słów malec znów zaczął wrzeszczeć z bólu.
Funkcjonariuszka nic nie powiedziała, poprawiła tylko chwyt, kiwnęła głową na partnera.
Ruszyli w kierunku wyjścia.
Ubecy!... Naziści!... Enkawudziści!... – grzmiał staruszek.
Policjanci nawet się nie odwrócili.
Dalia Chyba przyglądała się, jak znikają w drzwiach, prowadząc mężczyznę, który najwyraźniej już się poddał, nie mając siły dalej walczyć.
Stała tak, czując wszechogarniającą bezsilność. Doskonale wiedziała, co musieli teraz czuć oboje rodzice, patrząc, jak ich ukochane dziecko cierpi, nie mogąc mu pomóc, mało tego, musząc jeszcze walczyć z bezdusznymi pracownikami szpitala.
Spojrzała na dziewczynę z ręką na temblaku, ta płakała. Omiotła wzrokiem innych, wszyscy mieli łzy w oczach.
Ona też. Otarła mokre policzki wierzchem dłoni, ruszyła w kierunku windy. Nie mogła tu dłużej zostać, płacz małego Krzysia rozrywał jej serce.
Gdy kładła się do szpitalnego łóżka, w głowie cały słyszała jego krzyki.



***




Macie w planach tę powieść?


*post zawiera fragment książki Nie pozwól mi umrzeć Krzysztofa Koziołka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia