Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

wtorek, 24 lipca 2018

[RECENZJA PATRONACKA] „Milion smutnych atomów” Jagoda Wochlik


W którymś momencie życia wszyscy grzęźniemy w codzienności”.

Amelia i Józef są parą od pięciu lat, oboje jednak czują, że nie jest już między nimi jak dawniej. Wydaje im się, że wciąż bardzo się kochają, mimo to coraz trudniej im odnaleźć wspólny język. Choć akcja powieści rozgrywa się w kilku ostatnich miesiącach ich związku, dzięki retrospekcjom możemy obserwować zmieniające się na przestrzeni lat stosunki między bohaterami.
W ich napięte relacje wkraczają kolejne osoby dramatu – śliczna i młoda koleżanka z pracy Józefa oraz nowy sąsiad, z którym Amelia zaczyna spędzać czas chętniej niż z własnym mężem.
Powieść jest smutną diagnozą współczesnej rzeczywistości, kiedy słowo „ja” coraz częściej zastępuje słowo „my”, stając się powodem rozpadu wielu małżeństw. Jest też historią ludzi, którzy, mimo że się kochali, nie potrafili być ze sobą. [opis z okładki książki]

A, tak. Masz ten swój klub książki. Rzeczywiście powód do dumy! Masz te swoje recenzje. Śmiechu warte, oceniać książki może każdy kretyn. Sama widzisz. Ja coś zrobiłem, do czegoś doszedłem. Tobie nie można by dać nagrody nawet za bycie świetną panią domu, o literackiej czy kulturalnej już nie wspominając”.

W Milion smutnych atomów autorka pokazuje szczerą, a zarazem brutalną rzeczywistość na temat instytucji małżeństwa. Akcentuje, że czasami, choć ludzie się kochają, to nie potrafią ze sobą rozmawiać, mimo iż wspólnie spędzają czas, to każde zatopione jest w swoich myślach i w swoim świecie. Często zastępują słowo „my” – słowem „ja” i nie dostrzegają potrzeb współmałżonka. A to, co kiedyś robili wspólnie, bo tego chcieli, bo wręcz pragnęli tej wspólnoty, teraz robią jedynie z przyzwyczajenie i monotonii.

Czasami bycie z kimś uszczęśliwia cię tak samo, jak unieszczęśliwia”.

Wochlik na przykładzie Amelii i Józefa rozbiera na czynniki pierwsze ich małżeństwo, przy tym nie owija w bawełnę, lecz odziera ze złudzeń i dociera do sedna sprawy. Nie poucza i nie moralizuje, lecz sugeruje problemy i daje przy tym przestrzeń do wyciągnięcia własnych wniosków. Płynnie przechodzi z „tu i teraz” do „tam i kiedyś” i porównuje to, jak jest między nimi teraz, z retrospekcjami z ich przeszłości i początków znajomości. Pokazuje, że najszczerszą prawdę – to, czego zwykle sobie nie mówią – wykrzykują podczas kłótni. Smutno na to patrzeć i przyznać, ale bohaterowie na przestrzeni tych kilku lat małżeństwa pogubili się i nie potrafili na nowo odnaleźć, oddalili się od siebie, zamknęli w sobie, i stali się przeraźliwie samotni – żyją razem, ale jednak osobno, jak obcy sobie ludzie – dopadła ich tak zwana samotność we dwoje. 

(…) życie to kawał gówna. A my, jak te żuczki gnojowniki, toczymy tę kulkę przed sobą”.

Dzięki naprzemiennej narracji bardzo łatwo jest się utożsamić z bohaterami. Poczuć to, co oni czują w danej chwili. Kiedy czytamy ich wersje wydarzeń i to, co oni myślą, to aż żal serce ściska, bo my wiemy jaką ogromną miłością darzą drugą stronę – a ta nie ma o tym pojęcia – są jedynie ich domysły, ale te są dalekie od zgodności z rzeczywistością. Bo oni praktycznie ze sobą nie rozmawiają, tkwią we własnych myślach, zamknięci na drugą osobę. Powiedziałabym, że brak im spontaniczności i szczerego dialogu, jak również odwagi.

„– Co?
Nic, a co?
Dziwnie na mnie patrzysz.
>>Bo cię kocham<<”

Autorka oddała w ręce czytelników nieszablonową historię z rozbudowanym wątkiem obyczajowo-psychologicznym, w której porusza bardzo ważne sprawy, ale w nieprzeciętny sposób. Można w niej też znaleźć mnóstwo przytoczonych bardzo dobrych książek, być może nawet perełek literackich, i cytatów z nich zaczerpniętych. Są też prawdziwi bohaterowie z krwi i kości. Zdaję sobie sprawę, że Amelia może irytować niektórych swoim zachowanie, ale trzeba spojrzeć na to pod innym kątem, bo przecież każdy jest różny. I czasami równie dobrze my sami możemy wydać się komuś trudnymi osobami, bądź irytującymi. Nikt nie jest kryształowo czysty. Podobnie zachowanie Józefa, może wzbudzać wiele emocji, bo z punktu widzenia Amelii to niedorajda i typowy maminsynek. Z kolei mamusia, jako typowa teściowa, chciałaby ustawić krok po kroku życie swojemu synowi i synowej, zaczynając od wyboru mieszkania i mebli, przez dobór pracy, kończąc na planowaniu wnucząt. Amelia często powtarza, że jej mąż jest rodzinny, w sensie, że bardzo zżyty jest ze swoimi rodzicami i siostrą, jednak ona sama nigdy nie czuła się częścią tej rodziny – nawet po trzech latach małżeństwa nadal mówi do teściów: pani, pan – nigdy mamo, tato. Amelia to dość skomplikowana postać, ale warto spróbować ją zrozumieć, bo zarówno zachowanie jej, jak i pozostałych bohaterów należy poddać głębokiej analizie.

(…) nie ma takich słów jak >>zawsze<< i >>nigdy<<. W rzece Heraklita nie ma nic stałego. Pewna jest tylko śmierć”.

Choć przeczytałam tę książkę jakiś czas temu, to nadal nią żyję, bo przepełniona jest ona ludzkimi emocjami i rozważaniami. To piękna książka o miłości, samotności, trudnych wyborach, skomplikowanych relacjach i mocnych charakterach. Daje wiele do myślenia na temat małżeństwa, czy par żyjących w długich związkach. Pokazuje, że jeśli nie będzie się pielęgnować uczuć i rozmawiać otwarcie o swoich potrzebach, marzeniach czy planach, to miłość prędzej czy później wygaśnie, a zastąpi ją małżeńska rutyna. Dodatkowo nie wolno pozwolić manipulować swoimi uczuciami innym ludziom i należy docenić to, co się ma na wyciągnięcie ręki. Polecam.

(...) pary są jak książki. Każdego zadziwia, co też inny sobie wybrał”.



Tytuł: Milion smutnych atomów
Autor: Jagoda Wochlik
Wydawnictwo: Replika 2018
Gatunek: Literatura obyczajowa
PATRONAT MEDIALNY BLOGA








Dziękuję Wydawnictwu Replika za udostępnienie powieści do recenzji i możliwość objęcia książki patronatem medialnym bloga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia