Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

środa, 18 lipca 2018

[PRZECZYTAJ FRAGMENT] „Wzgórze Piastów” Krzysztof Koziołek


(…) życie jednostki jest niczym w porównaniu z dobrem całego narodu”.

13 czerwca nakładem Wydawnictwa Akurat, ukazała się najnowsza powieść Krzysztofa Koziołka, Wzgórze Piastów”, którą blog Nowe Horyzonty objął patronatem medialnym. Moją opinię o książce znajdziecie tutaj: [RECENZJA]. Dzisiaj wspólnie z Krzysztofem Koziołkiem i Wydawnictwem Akurat przygotowaliśmy dla Was krótki fragment książki, który, mam nadzieję, zachęci Was do lektury.




Strona internetowa:
Fanpage:





Fragment powieści:
*

– Bardzo okazała willa, prawda? – wtrąciła Franziska. – Pięknie umeblowany salon…
– Podoba mi się ten obraz – dodała Margarete.
– Powiem paniom, że tamten jest jeszcze ciekawszy. – Pokazał dłonią na ścianę naprzeciwko, na której wisiało niewielkie płótno. – Podejdziemy?
Przeszli we wskazane miejsce.
– To Śmierć Priama pędzla Tadeusza Kuntzego1, wybitnego malarza urodzonego w Grünbergu w tysiąc siedemset dwudziestym siódmym roku – rzekł mężczyzna.
– Tutaj? – spytała Margarete.
– Tak, w Grünbergu – potwierdził skrzętnie. – Kuntze był nadwornym artystą biskupa krakowskiego Stanisława Załuskiego, ale większość życia spędził we Włoszech, gdzie nazywano go Taddeo Polacco. – Westchnął. – Piękny obraz, prawda? – Pytanie było retoryczne. – Zresztą widzę tu jeszcze kilka innych wartych uwagi. – Cmoknął z uznaniem. – Co nie zmienia faktu, że największą kolekcję malarstwa europejskiego w tej części Dolnego Śląska jeszcze dekadę temu można było podziwiać kilka kamienic stąd. Zgromadziła ją Johanna Brand, fabrykantka, filantropka i mecenaska sztuki. Znana była nie tylko z prowadzenia interesów po wczesnej śmierci męża: fabryki trykotaży oraz fabryki makaronów i ciast, ale też właśnie z zamiłowania do sztuki malarskiej – opowiadał Scholz.
– Imponuje pan wiedzą, podobnie jak pan Grunwald, którego prelekcja o winiarstwie zrobiła na mnie ogromne wrażenie – rzekła Franziska, dopijając wino. Nieźle szumiało jej już w głowie i przez chwilę zastanawiała się nawet, czy nie rozwinąć tematu kolekcji pani Brand o pytanie dotyczące sztuki nowoczesnej, ale w porę się powstrzymała. Naziści nazywali sztukę nowoczesną wynaturzoną i od kilku lat konfiskowali, co się dało, a potem sprzedawali za granicą, zarabiając na tym niemałe pieniądze. Pytanie tego rodzaju mogłoby zostać uznane za niegrzeczne.
– Na mnie też – dodała Margarete. – Nie miałam pojęcia, jak bogatymi tradycjami winiarskimi może się pochwalić Grünberg. Aż szkoda, że tak mało się reklamuje tutejsze trunki…
– Mam takie samo zdanie na ten temat! – Scholz energicznie pokiwał głową. – Słyszały panie, że radni miejscy wspólnie z burmistrzem planują powrót do planu sprzed kilku lat, kiedy to zastanawiali się nad nakręceniem filmu promującego Grünberg? Tu muszę przypomnieć, że już dziesięć lub jedenaście lat temu w rozgłośni radiowej w Breslau wyemitowano dwie audycje poświęcone naszemu miastu. Ówczesny burmistrz zachwalał Grünberg jako miasto owoców i wina wschodu, a właściciel biura podróży ze stolicy Dolnego Śląska namawiał do wycieczki w ramach „Weekendu w grünberskiej krainie wina”. Moim zdaniem takie promocje to jedyny słuszny kierunek, w którym władze naszego miasta…
– Tutaj jesteś! – Elisabeth Scholz wyglądała na mocno zniecierpliwioną. – Wszędzie cię szukam!
– Prowadziłem bardzo miłą konwersację z paniami hrabinami – wyjaśnił. – Podobno też miałaś już okazję bliżej panie poznać…
– Owszem, bardzo mnie zaciekawiło zdanie pani hrabiny na temat tego kremu do twarzy. – Spojrzała na Margarete. – Koniecznie go kupię i wypróbuję.
– Służę także innymi radami – zaoferowała się Margarete.
– Wiedziałaś, że pani hrabina von Häften to małżonka hrabiego Aleksandra, z którym współpracuję przy… – Zawahał się. – Z którym współpracuję przy projektach?
– To w takim razie powinniśmy się chyba jeszcze lepiej poznać? – Elisabeth uśmiechnęła się szeroko.
– Jestem tego samego zdania – potwierdziła Franziska.
– Musimy umówić się na wspólny obiad. – Inżynierowa wzięła ją pod ramię. – Znam taką jedną bardzo przytulną restaurację…
Przerwała nagle, gdyż z piwnicy dobiegł głuchy hałas, który przebił się nawet przez rozmowy zgromadzonych w salonie osób. Ludzie zamilkli, patrząc po sobie niepewnie, ktoś przyciszył radio. W salonie zapanowała przejmująca cisza, którą przerwał dopiero zegar wybijający trzy kwadranse na dziewiątą.
Nagle do salonu wbiegł lokaj. Był zdyszany i przejęty. Odszukał gospodarza domu, podbiegł do niego natychmiast, nachylił się do jego ucha i coś szepnął.
– Panie doktorze, proszę ze mną – zwrócił się do jednego z gości inżynier Stempel.
– Chyba stało się coś złego – powiedziała Margarete. – Widzieliście, jak gospodarz pobladł? Jak ściana!
Ludzie próbowali wrócić do rozmów, ale ich myśli zaprzątało teraz co innego. Najpierw hałas, potem spanikowana służba, w końcu proszony o pomoc lekarz. To musiało być coś poważnego.
Nagle drzwi otworzyły się ponownie, znów stanął w nich lokaj.
– Szanowni państwo – odchrząknął – w imieniu pana inżyniera Stempla jestem zmuszony podziękować państwu za przybycie na przyjęcie. Oczywiście służba pomoże szanownemu państwu podczas ubierania się…
Przez salon przeszedł pomruk zdziwienia.
– Co się stało? – spytał ktoś.
– Szanowni państwo… – Lokajowi załamał się głos. – Wydarzył się straszny wypadek… Pani inżynierowa… Pani inżynierowa nie żyje…
Kiedy skończył mówić, zegar zaczął wybijać dziewiątą. Każdy kolejny gong odbijał się echem od ścian salonu z taką mocą, jakby miały się zaraz rozsypać. Goście z przerażeniem patrzyli jeden na drugiego. Kilka pań zemdlało.


***




Jesteście ciekawi tej książki?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia